[067] przetworzony wrzesień i przetworzona jesień

Nastał koniec przetwórstwa. Co prawda czeka mnie jeszcze walka z pigwowcem i być może opieńkowa pasta do słoików, ale to drobiazgi. Wrzesień był bardziej czasem suszenia — a suszyłam wszystko, co mi w ręce wpadło: od bananów, przez wiśnie, śliwki, morele, po cukinię, kiwi, gruszki czy jabłka i pomidory. Ostatnio wpadłam jeszcze na pomysł, by ususzyć marchew w słupki pociętą i melona. I to już koniec. Tak sobie obiecałam.

We wrześniu poświęciłam się pastom kanapkowym… Weków i tak nie mam gdzie wkładać ani w co wkładać. Dostawa słoików rozeszła się błyskiem (pominę dwa, które postanowiły wypaść mi z rąk… dziwne jakieś). 

Magia w kuchni proponuje przepis na konfiturę mandarynkowo-korzenną. Po przeczytaniu nazwy już chciałam ją mieć. Dlatego dopadłam na rynku mandarynki i przemęczyłam się (dosłownie) z tą konfiturą. Przy okazji zalałam piecyk i część kuchni syropem, który nagle zaczął kipieć, a mnie zamurowało. Zanim zareagowałam, już było lepko i mokro… Wniosek jest jeden — moja magia w kuchni jest bardziej chaotyczna…

Na miotle natomiast ma u siebie przepis na pastę ze skórki pomarańczowej. Już przetestowałam — świetnie nadaje się do ciasta. Więc tym bardziej cieszę się, że ją zrobiłam. Oczywiście ja biorę całą skórkę… z tym białym — moja pasta jest więc dużo jaśniejsza. Ale tak jak napisałam, idealna do ciasta. Zamiast zapachu, który jest często sztuczny.  

Ostatni przepis był z głowy. Bo to po prostu patison marynowany. A patisony już robiłam, więc rzutem na taśmę wymęczyłam kilka sztuk, upychając je w ostatnich słoikach. 

Niestety mrówka, szefowa zapasów zimowych nadal jest niespokojna. I nie chodzi w sumie o tego pigwowca. Bardziej martwi mnie brak mrożonek grzybowych i opieńkowej pasty. Na szczęście powoli grzyby pojawiają się, ale nie wiem, czy w obecnej sytuacji dam radę wybrać się jeszcze do lasu…

Komentarze są wyłączone.