[074] PARA_olimpiada za mgłą, albo dym o równowagę

Nie przewiduję żadnych reakcji — piszę, bo coś jest dla mnie ważne i chyba długo się zbierało. Mam jednak nadzieję, że kiedyś coś zmieni się na lepsze…

Na stronie Rio 2016 — Paralympics można przeczytać, że Polska od swojego debiutu w 1972 roku na Paraolimpiadzie w Heidelbergu zdobyła 691 medali: 254 złote, 241 srebrnych i 196 brązowych. Natomiast złota medalistka z Aten 2004, Pekinu 2008 i Londynu 2012 — Natalia Partyka — jest „Poland’s table tennis superstar”. Chciałabym, żeby tak było. Ale mam wrażenie, że gwiazdą Natalia staje się tylko w chwili, kiedy znowu wygrywa medal dla kraju, który reprezentuje, a i to tylko na moment.

Podobno mam nie marudzić, bo o wynikach i sukcesach naszych paraolimpijczyków mówiono w głównych wiadomościach. Zdobyli oni 39 medali: 9 złotych, 18 srebrnych i 12 brązowych. Podczas występów w Rio ustanowili 6 rekordów — a brali udział w 17 konkurencjach (131 wydarzeń). Reprezentowało Polskę 90 sportowców, którzy uplasowali się na 10 miejscu.

Nie było żadnych awantur o doping. Nie było też stękania, że jakieś „dziwolągi” wygrały wyścig. Myślę, że sama reklama, którą zrobili Brytyjczycy, pokazywała, że wreszcie czas na prawdziwe wyczyny, prawdziwy sport, prawdziwy wysiłek, najprawdziwszy pot i łzy. Ciekawa jestem jednak, czy ktoś skorzystał z obiecywanej przez TVP oferty transmisyjnej lub oglądał wydarzenia z Rio w internecie (za darmo dodam). TVP poza ceremonią otwarcia i zamknięcia miało nadawać także program „Nasze Rio” (codziennie koło 8:30 na TVP1) oraz kronikę paraolimpijską „Polacy w Rio” (codziennie po wieczornych wydarzeniach sportowych w TVP1 np. o 20:10 do 20:14). Na kanale TVP Sport miały być pokazywane 90-minutowe podsumowania dnia (popołudniami). Natomiast transmisje (codzienne, kilkugodzinne) przewidziano na godziny popołudniowe i wieczorne (TVP Sport, TVP1, TVP2 i TVP Regionalna oraz na stronie internetowej tvp.pl). Wczoraj transmisja rozpoczęła się o 23:00.

Tak sobie pomyślałam — „normalnym” sportowcom oddaliśmy lepsze godziny, reportaże były dłuższe… A medali przywieźli zaledwie 11 (przypomnę, że pojechało 264 zawodników). Nie umniejszam ich wysiłku, determinacji i chęci. Po prostu stwierdzam fakt.

Czy pamiętacie reklamy z Korzeniowskim, Jędrzejczak lub Radwańską? Albo z Małyszem, Hołowczycem, Kowalczyk czy ostatnio z Lewandowskim? A kojarzycie jakieś ze sportowcami z niepełnosprawnościami?

Dobra inne pytanie — czy oglądaliście te wymienione powyżej programy w TV lub internecie? Albo chociaż śledziliście tak jak ja stronę internetową naszej reprezentacji?

A może uważacie, jak wielu sponsorów, czy wielbicieli sportu, że „To sa Igrzyska Poprawnosci Politycznej … a nie sportu… bo wyniki sa totalnie subiektywne i niewiele znaczace…” — jak to napisał jeden internauta pod materiałem Wyborczej?

Wiem. Nie jest źle. Bywało jednak lepiej. Startujemy w paraolimpiadach od 1972 roku — wróciliśmy wtedy z 33 medalami (14 złotymi, 12 srebrnymi, 7 brązowymi). W roku 1976 w Montrealu mieliśmy medali 61 (26 złotych, 23 srebrnych, 12 brązowych). W 1980 w Moskwie dokonaliśmy rzeczy wielkich i wróciliśmy z 177 krążkami (75 złotymi, 50 srebrnymi, 52 brązowymi) — był to, jak do tej pory, najlepszy nasz występ. W los Angeles w 1984 zdobyliśmy 106 medali (46 złotych, 39 srebrnych, 21 brązowych) a w 1988 w Seulu 89 (23 złote, 25 srebrnych, 41 brązowych). W Barcelonie w 1992 mieliśmy 41 medali (10 złotych, 21 srebrnych, 10 brązowych). Atlanta w 1996 to znowu wzrost do 48 krążków (13 złotych, 16 srebrnych, 19 brązowych). Kolejne występy to 77 medali w Sidney w 2000 roku (23 złote, 28 srebrnych, 26 brązowych) oraz 73 medale w roku 2004 w Atenach (10 złotych, 35 srebrnych, 28 brązowych). W Pekinie w 2008 roku zdobyliśmy tylko 33 medale (6 złotych, 13 srebrnych, 14 brązowych), a w 2012 roku z Londynie 42 (15 złotych, 15 srebrnych, 12 brązowych).

Na tle innych krajów wypadamy bardzo dobrze. Mamy wybitnych sportowców — przy reprezentacjach liczących sobie powyżej 100 osób (Chiny 310, Brazylia 288, Stany Zjednoczone 280, Wielka Brytania 252, Australia 171, Ukraina 169, Niemcy 156, Kanada 154, Japonia 132, Francja 123, Holandia 120, Hiszpania 113, Iran 110, Włochy 101) zajęliśmy 10 miejsce, wyprzedzając Francję, Hiszpanię, Kanadę, Iran czy Japonię. Lepszą od naszej reprezentację mogła mieć tylko Nowa Zelandia, która wystawiła 28 sportowców, którzy zdobyli 21 medali i 12 miejsce w rankingu. Prawdopodobnie także pozycja sportowców z niepełnosprawnościami w Polsce jest dużo lepsza niż w większości naszych krajów ościennych, a co dziwne także w krajach bogatych, ponieważ reprezentowało nas aż 90 sportowców. Tymczasem kraje bogate, postrzegane jako tolerancyjne, otwarte i wspierające wystawiły najdalej 30 sportowców — Belgia 29, Austria 28, Finlandia 26, Norwegia 25, Szwajcaria 24, Dania 21. Jedynie Szwecja wyłamała się i wysłała 57 reprezentantów. Nasi sąsiedzi (poza Ukrainą oczywiście) i „przyjaciele” także mieli skromne reprezentacje: Węgry 43, Czechy 37, Słowacja 28, Białoruś 20, Litwa 13, Rumunia 12, Łotwa 11, Bułgaria 7, Gruzja 5… Są też kraje, których obecność i całkiem pokaźne reprezentacje cieszą, jak — Turcja (81 osób i 9 medali) czy Egipt (45 osób i 11 medali), Meksyk (44 osoby i 15 medali) itd.

Czego to dowodzi? Może tego, że jednak nie są to zawody „politycznej poprawności”? Bo jeśli są, to taka Finlandia np. wypada strasznie słabo.

Czasami mam wrażenie, że żyjemy w świecie, gdzie nadal rządzą spartańskie wartości — osoby, które nie mają znaczenia dla społeczeństwa, należy zrzucać ze skały. A taktyki przyjmujemy różne. Bo taki człowiek nie powinien się urodzić — nie wiadomo skąd taki pogląd w czasach, kiedy właśnie możemy zapewnić byt wszelkim innościom i sprawić, że będziemy mieli wszyscy dobre życie. Z biedy, zawiści, braku edukacji? Trudno stwierdzić. Słyszę często stwierdzenie, że takich ludzi nie powinno być, bo… im jest przykro. Nie wiem skąd taka logika — gdyby podążać tą ścieżką, powinniśmy poddać eutanazji 3/4 społeczeństwa. Wniosek, że osoby z niepełnosprawnościami są ciężarem, są niezaradne, nie potrafią sobie radzić w rzeczywistości „większości”, uważam za równie nietrafiony. Wystarczy, że zaczniemy myśleć szerzej i zrobimy świat dostępnym dla wszystkich, a okaże się, że nie różni nas zupełnie nic. Może poza tym, że osoby mniej sprawne, będą miały więcej determinacji i bardziej docenią każdy swój sukces na drodze do celu (ale to też kwestia indywidualna).

Na warsztatach biograficznych mieliśmy parę razy szansę czytania wywiadów właśnie z osobami „innymi” — byli to sportowcy z niepełnosprawnościami oraz osoby o różnym stopniu niepełnosprawności umysłowej. Część pojawiających się wniosków zaskakiwała mnie, bo stale istniał podział na My i Oni. Wiem, prawdopodobnie w tym tekście też to zobaczycie — chociaż chciałam, by moja wypowiedź brzmiała: „my = ludzie, potrzebujemy zmiany, bo sami tworzymy bariery i dzielimy się na sorty”. Obawiam się, że nadal muszę uczyć się pisania w taki sposób, żeby różnica zanikała — moje „ja” powinno być przynależne do „oni”.

Ten dylemat przynależności pojawił się także podczas uzupełniania ankiet na rozliczenie roku akademickiego. Kazano nam ocenić (anonimowo) dostępność UŁ i Wydziału dla osób z niepełnosprawnościami. Jest to jedna ankieta dla wszystkich i wszyscy mają prawo, czy nawet obowiązek odpowiedzieć na pytania w niej zawarte. Ciekawa jestem, jak zdanie osoby pełnosprawnej ruchowo, czy zmysłowo może być traktowane na równi ze zdaniem osób, które zmagają się każdego dnia z dostępnością sal, bibliotek, dziekanatów, sekretariatów, korytarzy, toalet? Czy mam prawo wypowiadać się na ten temat i zaburzać odbiór rzeczywistości swoją „normatywnością”? Przy wszystkich tego typu pytaniach napisałam: NIE DOTYCZY. Nie mogę bowiem udzielić wiążącej odpowiedzi.

Jak więc przyczyniać się do zmiany świata?

Robić dym. Ale nie jako zasłonę dymną, mgłę otulającą świat „innych”, by nas nie odrażał, nie straszył, nie sprawiał, że czujemy się winni, że nam przykro z powodu odmienności spotykanych osób. Chodzi o hałas. Niech będzie głośno: o paraolimpijczykach, o ich codziennych zmaganiach, o tym, że nadal nie jest normą możliwość podjęcia pracy przez osoby z różnym stopniem niepełnosprawności. Mówmy o tym i… co ważne — słuchajmy tych, o których chcemy mówić, nie wypowiadajmy się za nich. Mówmy razem. Zachęcajmy sponsorów do promowania sportowców z niepełnosprawnościami. Zachęcajmy znajomych do zainteresowania się różnymi odmianami sportu: lubisz szermierkę? Zobacz też tę na wózkach! Lubisz pływanie? Zobacz, jak radzi sobie nasz niewidomy pływak! To nie są gorsi sportowcy. To nie są gorsze medale. I nie są to igrzyska poprawności politycznej… Chciejmy wiedzieć więcej — i piszę to ja, osoba, która sportu nie lubi, nie ogląda, nie uprawia. Ja, która śledziłam z wypiekami na twarzy wyniki kolejnych konkurencji. Możliwe nawet, że nazwiska wszystkich polskich paraolimpijczyków zapamiętałam lepiej niż zdobywców 11 medali podczas Olimpiady w Rio.

DZIĘKUJĘ ZA TE EMOCJE!

GRATULUJĘ WYNIKÓW!

I liczę na więcej za 4 lata!

Komentarze są wyłączone.