[075] Królowa nauk

Zanim zacznę snuć opowieść zaznaczę już tutaj: NIE ZNAM POPRAWNEJ ODPOWIEDZI (i nie chcę jej znać!).

Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach szkoły średniej, pewien Mag powiedział, że Matematyka, jest Królową Nauk. Zasmuciło to pewną królewnę, której było bliżej do nauk humanistycznych, a jej artystyczna duszyczka poczuła wbitą szpilę. Cóż począć. Z Magami się nie dyskutuje. Magowie wiedzą lepiej.

Ów Mag przekazał królewnie część swojej wiedzy, królewna pierwszy raz w życiu zrozumiała, że logika jest jedna — nie ma logiki kobiecej, czy męskiej, ani żadnej innej podzielonej. Zrozumiała również, że pewne kwestie są subiektywne i matematyka może to wyrażać: tak, matematyka ma swoją subiektywną twarz. Są nią zbiory rozmyte. Teoria z nimi związana jest złożona, trudna do zapamiętania — te wszystkie „x” i potęgi, pierwiastki, ułamki. Zupełnie poza zasięgiem pamięci królewny.

Wiedza ta jednak pozwoliła królewnie zrozumieć, że świat jest różnorodny, że pomiędzy wartościami skrajnymi jest jeszcze cała masa wartości pośrednich, że nic nie jest tylko białe lub tylko czarne, ani czarno-białe. Są jeszcze wszelkie odcienie szarości, które każdy widzi inaczej. Czym może być taki zbiór rozmyty? Np. zbiorem ludzi starych. Mamy więc ludzi młodych i ludzi starych — ale granica starości będzie granicą umowną. Przecież dla osiemnastolatka człowiek po trzydziestce to stary człowiek. Dla człowieka po trzydziestce stary będzie ten po pięćdziesiątce. Dla człowieka po pięćdziesiątce stary będzie ten po siedemdziesiątce…

Królewna zrozumiała, że Matematyka jest przydatna. Oczywiście jeżeli masz kalkulator pod ręką, istnieje większa pewność, że uzyskany wynik będzie prawidłowy (o ile nie popełnisz błędu przy wpisywaniu cyfr i znaków ustalających relacje między nimi). Królewna doceniała matematykę dokonując operacji na kasie fiskalnej, księgując faktury, zliczając słupki w excelu, robiąc faktury, robiąc bilans, czy rachunek zysków i strat… Uznała, że nauka nie poszła całkiem w las. Kiedy mówiono królewnie, że Matematyka powinna być nauką wiodącą — królewna krzywiła się i stwierdzała, że to zbytek. Nauczyć ludzi myślenia — to jest cel. Dlatego nie zwracała uwagi na system edukacji… A chyba powinna… Jak wszystkie inne królewny i królewicze z jej epoki. Tak, to my jesteśmy winni.

Jaka jest nasza wina? Hm… taka:

PRZYKŁAD 1

Sklepikarz sprzedaje czapkę. Czapka kosztuje 10 zł. Podchodzi klient i mierzy czapkę. Jest skłonny ją kupić, ale ma przy sobie tylko banknot 25-złotowy (możemy sobie chyba taki banknot wyobrazić?).  Sprzedawca wysłał syna do sąsiadki, by ten rozmienił 25 złotych. Chłopiec przybiegł i oddał ojcu 10 zł +10 zł +5 zł.
Sprzedawca podał kupującemu czapkę oraz wydał 15 zł reszty.
Po pewnym czasie przybiega sąsiadka z rewelacją, że 25 zł było fałszywe i krzyczy do sprzedawcy, by zwrócił jej pieniądze.
Cóż było począć? Sprzedawca rad nierad otworzył kasę i zwrócił kobiecie pieniądze.
Teraz pytanie:  
Na ile został oszukany sprzedawca?

Odpowiedzi: 35 zł, 10 zł, 25 zł, 50 zł, 40 zł, 60 zł, 15 zł,

— „Między 15 a 25 zł: nie znamy kosztu hurtowego towaru, ale można spokojnie założyć że zawiera się w przedziale 0-10zł, nie uwzględniamy kosztów stałych jak czynsz etc ponieważ niezależnie od tego czy sprzedałby czapkę czy nie musiałby je ponieść, oraz 15zł które musiał oddać (10 zł posiadał za ‚sprzedany’ towar). Uśredniając marginalne wartości można przyjąć, że stracił 20 zł”.

— „40 zł wartość czapki, nie wiemy ile kosztowała go czapka w hurtowni czy też u producenta (przy marży 40%) kosztowała go 6 zł, więc w tym przypadku strata 46 zł, nie możemy liczyć że stracił 10 zł na czapce ponieważ kupił ją taniej, chyba że policzymy utracone korzyści”.

— „Myślę, że na jakieś osiem stówek popłynął… Jeszcze żona mu się puszcza… Pita nie rozliczył… tragedia…”

— „Moim zdaniem, to albo zielone, albo środa, ale nie jestem pewien”

— „wg mnie na 0. To sąsiadka została oszukana :D”

I clue: „Najwięcej straciliście Wy. Większość z Was. Tyle czasu w szkole, tyle lekcji matematyki i wszystko psu na karmnik. Tragedia”.

PRZYKŁAD 2

Dobra. To było zawiłe zadanie. Za dużo dodawania i odejmowania. Można było się pogubić w treści… Coś prostszego w treści, chociaż wchodzą już operacje dzielenia i mnożenia wraz z dodawaniem i odejmowaniem — ogólnie mówię.

Kiedy miałem 4 lata, moja siostra była dwa razy młodsza ode mnie. Teraz mam 100 lat. Ile lat ma moja siostra?

I czas na odpowiedzi: 97, 50, 92, 98, siostra nie istnieje, za 4 lata będzie żyła…

Pominęłam wypowiedzi p. Marii Sadowskiej, sami je sobie przeczytajcie.

Jak już pisałam na początku: nie znam odpowiedzi prawidłowych, bo dla mnie:

— rzeczywistość jest zbyt fajna, by ją dookreślać;

— nie wiemy w jakich latach liczone są te męskie lata, ze znajomą ustaliłyśmy, że w psich (skoro to brat)

— światy równoległe przenikają się, w związku z tym nic nie jest oczywiste, nawet to, że „niezręczność językowa” w postaci dwa razy młodsza oznacza bardzo prostą relację (4 dzielimy na 2 i otrzymujemy wynik 2, który jest jednocześnie różnicą wieku pomiędzy rodzeństwem). Następnie dokonuje się kolejna prosta relacja: od aktualnego wieku brata odejmujemy różnicę wieku pomiędzy rodzeństwem. Czy to jest 50? A może jednak środa?

Koniec z ironią i sarkazmem. Ja, królewna, która to studentom mieszałam w głowach przebierając środę za poniedziałek, który tak naprawdę miał ochotę podszywać się za środę, ale wszyscy wiedzieli, że to środa, tylko z poniedziałkowym planem zajęć… Ja pragnę, by matematyka wróciła na maturę, by matematyki uczono więcej w szkole na każdym etapie edukacji, by logiki uczono więcej — bo logika jest jedna i rozmywanie jej jest błędem, mówienie, że matematyka jest subiektywna i 2+2=5 to mieszanie w głowach osób, które potrzebują prostoty i nie wolno robić im takiej krzywdy! I serio już…. Matematyka jest Królową Nauk!

Oddajmy jej tron!

Komentarze są wyłączone.