2003 HIStory – HERstory

HIStory – HERstory.

Anarchizm, feminizm, surrealizm… małpi teatr?

Łucja Lange
[2003]
praca zamieszczona w magazynie „Inny Świat”

Pojęcie feminizmu i emancypacji kobiet istnieje już wystarczająco długo, jak możnaby mniemać, by stało się jasnym dla wszystkich. Mimo to nadal sprawia pewne trudności. Nikt na dobrą sprawę, nie umie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie – o co walczą feministki, dlaczego walczą, itd. O równość! – No dobrze, ale co to za równość? Równość w czym? – W prawach i obowiązkach! – Tą drogą do niczego nie dojdziemy. Obserwując działania feministek – tych, które przyznają się do bycia feministkami i swoim nazwiskiem wspierają aktywność feministyczną pism, grup teatralnych itp. – można dojść do wniosku, że chodzi głównie o to, żeby kobieta mogła sobie trochę „potworzyć”, nie musiała być żoną, nie musiała prowadzić domu i żeby wychowywanie dzieci stało się również udziałem mężczyzn… – Guzik! Nie wiem na czym polega to błądzenie. A może nawet sama nie wiem już, o co chodzi z tym całym feminizmem? Widzę jak zapanował totalny chaos, w którym każdy czuje się w obowiązku do wytłumaczenia reszcie, o co chodzi… aż mam ochotę zapytać, czy w ogóle o cokolwiek chodzi?!

Może korzenie tej nieznajomości doktryny feministycznej tkwią w naszej przeszłości, w wychowaniu? Dariusz Leśnikowski pisząc o teatrach alternatywnych lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, mówi że myśl feministyczna nie pojawiła się wcale. Głównych powodów dopatruje się w przywiązaniu do tradycji obyczajowych i religijnych, do zachowań i ról społecznych. „To między innymi dlatego nie rozwinęły się w Polsce: ruch walczący o prawa mniejszości seksualnych i ruch wyzwolenia kobiet.” [1. Dariusz Leśnikowski, „Wizerunki kobiet w przedstawieniach polskich teatrów alternatywnych lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku” (w:) „Gender – dramat – teatr” pod red. Anny Kuligowskiej–Korzeniewskiej i Marty Kowalskiej, Rabid, Kraków 2001]. Kolejne pytanie – jak to możliwe, że ruch, który w Polsce pojawił się w dziewiętnastym wieku, nagle został zapomniany i… powrócono do wzorca kobiety – Matki Polki? Z wzorcem tym starały się przecież walczyć nasze prababki! I jakoś tak zapomnieliśmy/ zapomniałyśmy o ich poświęceniu? Dużym zaskoczeniem jest dla mnie fakt, że jeśli tylko jakaś kobieta rozpocznie swoją działalność i nie daj Boże odniesie sukces, zaraz zostanie wcielona do grona feministek walczących o prawa kobiet. Prawda jest taka, że w Polsce nie istnieje ruch feministyczny, jedynie niemrawe podrygi tych, którym wydaje się, że wiedzą o co chodzi. Pozostaje istotne pytanie – czy w Polsce istnieje prawdziwie feministyczny ruch? Odpowiedzi na to pytanie nie znam i nie czuję się kompetentna na tyle by zabierać głos w dyskusji. Nie zacznę również wygłaszać teorii na temat anarchistycznej historii polskich grup alternatywnych w podziemiu, ani ich feministycznych przejawach… Zainteresowała mnie natomiast sprawa pewnej zagranicznej grupy – surrealistyczny małpi teatr.

Na początku kwietnia 2003 ukazały się anonse dotyczące wizyty w Polsce  ”tajnych aktywistek sztuki” Guerrilla Girls. Jak wieść niosła ich przyjazd był związany z konferencją „Przemoc wobec kobiet. Kobiety wobec przemocy” i miał rzeczoną konferencję uświetnić premierą specjalnie przygotowanego, podczas tygodniowych warsztatów z sześcioma polskimi performerkami spektaklu. Nie jestem pewna, czy w efekcie miało miejsce jakieś przedstawienie, czy też zakończyło się na planach. Z ciekawością natomiast prześledziłam dotychczasowe działania G.G. – Guerilla Girls to grupa artystek, które dowodzą istnienia dyskryminacji poprzez akcje uliczne, kampanie plakatowe i ulotkowe. Chcąc zwrócić oczy świata na sprawę dyskryminacji kobiet i mniejszości rasowych postanowiły przywdziać maski goryli, żeby – jak mówią – „skierować uwagę na to co głosimy, a nie to kim jesteśmy” [2. tłumaczenia własne zawartości strony http://www.guerrillagirls.com/].Stowarzyszenie jest więc anonimowe, a członkinie na rzecz publicznych działań przybierają nazwiska zmarłych słynnych artystek, takich jak Gertruda Stein, Virginia Woolf, Josephine Baker. Za pomocą humorystycznych haseł prowokują dyskusje i przekazują informacje. Dowodzą także, że feminizm nie musi być żałosną walką niespełnionych kobietek, może natomiast stać się zabawą, a tym samym sposobem myślenia i postrzegania rzeczywistości – zdołały więc swoimi działaniami skupić uwagę odbiorców, którzy wierzą w deklarowane hasło – możemy być każdą, jesteśmy wszędzie.

Guerrilla Girls uderzają nie tylko w kwestie dotyczące dyskryminacji kobiet parających się sztuką. W 2002 roku wystąpiły z projektem antywojennym razem ze studentami Uniwersytetu w Michigan. W listopadzie ubiegłego roku oplakatowały miasto listem do  św. Mikołaja – „George Has Been a Good Boy”[3. tłumaczenia własne zawartości strony http://www.guerrillagirls.com/]. Inne z akcji dotyczyły między innymi wieloletnich prób producentek filmowych, które starały się o nakręcenie w Hollywood filmu na temat ruchu feministycznego w latach 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście starania te spełzły na niczym – Guerrilla Girls z nieukrywaną radością  pointują sytuację – „i całe szczęście, że Hollywood na to nie poszedł”. Całą teorię podsumowują zgrabnie plakatem, na którym widać trzy kobiety – Pamelę Anderson, Halle Berry i Catherine Zeta-Jones, które w strojach bikini wywalczyły „równość” – „To one sprawiły, że prawa kobiet wyglądają dobrze. Naprawdę dobrze” [4. tłumaczenia własne zawartości strony http://www.guerrillagirls.com/]. Jeszcze inna akcja uderzała w to, kto jest nagradzany Oscarami – billboard „The Anatomically Correct Oscar” pojawił się w Hollywood w marcu 2002 roku dzięki współpracy G.G. i grupie autorek filmów. „Jest białym mężczyzną. Tak jak ci, którzy go wygrywają” – wg Guerrilla Girls tylko 3% wśród nagrodzonych za najlepszą grę aktorów to „nie-biali”; dotychczas żadna kobieta nie dostała Oscara dla najlepszego reżysera, a tylko dwie były w ogóle nominowane. 93% nagród za najlepszy scenariusz powędrowało do białych mężczyzn. Nawet 85% nagród za make-up dostali mężczyźni [5. tłumaczenia własne zawartości strony http://www.guerrillagirls.com/]. Akcja ta wywołała sprzeciw dla działań przemysłu filmowego. Nawet ci, którzy nie lubią feministek, stanęli przeciwko Hollywood – rezonują aktywistki.

Jednak najważniejszym z działań Guerrilla Girls jest tworzenie „nowej” historii. Historia, która istnieje jest spisana przez mężczyzn, nie uwzględnia wielu kwestii i postaci. Na stronie internetowej amerykańskiego oddziału G.G. istnieje możliwość zapoznania się z pierwszą z serii książką – historia sztuki oczami kobiety. „The Guerrilla Girls Bedtime Companion” – tak nazywa się książka – to wydana w formie komiksu–kolażu kobieca wersja historii wykluczania twórczych kobiet przez mężczyzn. Przedstawiono w niej postaci Georgii O’Keeffe, Sonii Delaunay, Julii Margaret Cameron, a także Marii Robusti – córki Tintoretta, która malowała za ojca, gdy zmarła… mistrz przestał malować. Historycy sztuki skwitowali to stwierdzeniem – mistrz stracił natchnienie. Guerrilla Girls mają na ten temat odmienne zdanie.

Działania „Małpich Partyzantek” przynoszą w Nowym Jorku efekty, ich uliczne happeningi i akcje plakatowe oddziałują na właścicieli galerii i dyrekcje teatrów. Po ponad dwudziestu latach aktywności powoli widać postępy. Co prawda aktywistki uważają, że jeszcze daleka droga przed nimi, a przede wszystkim przed tymi, którzy trzymają w garści cały ten artystyczny biznes. –„Prostytucja i porno to jedyne gałęzie przemysłu, w których kobiety zarabiają więcej niż mężczyźni” [6. tłumaczenia własne zawartości strony http://www.guerrillagirls.com/] – przewrotny, gorzki humor i goryle maski to wyznaczniki ich istnienia jako grupy.

Patrząc na informacje zamieszczone w sieci, zaczęłam zastanawiać się jak mogłoby wyglądać takie przedstawienie w Polsce. O co zawalczyłyby Gorylice? Czy ponownie w naszych realiach rozmyłby się cel? Czy ktokolwiek podjąłby dyskusję? I ponownie zaczęłam szukać. Nie znalazłam żadnej wzmianki o tym jaki efekt przyniosły odwiedziny Guerrilla Girls. Czy w ogóle przyjechały? Piotr Rypson, autor materiału nt. aktywistek [7. „Gorylice wychodzą z mgły”, Piotr Rypson,  Wysokie Obcasy 2003-04-04] doradzał – przy okazji informowania Polaków o istnieniu G.G. – dyrekcji polskich teatrów zrobienie „szybkiego rachunku sumienia”, bo z pewnością „Gorylice” nie pozostawią suchej nitki na tych, którzy pomijają istnienie sztuki kobiecej… Ale na tym w zasadzie zakończył się temat. Pytam więc raz jeszcze – jak to możliwe, że prawie nigdzie nie napisano o konferencji… ani tym bardziej o pobycie artystek, które dzielnie wojują w Stanach na rzecz prawa kobiet – tworzących – do jednakowego traktowania? Może za jakiś czas ktoś się obudzi i wówczas jak zawsze z opóźnionym zapłonem wybuchnie profeministyczna bomba. A może wcale tak się nie stanie?

© LangeL. All Rights Reserved.

Komentarze są wyłączone.