2003 Kontrkultura

Kontrkultura, a działania artystyczne młodych

Łucja Lange
[2003]
praca opublikowana w Tyglu Elbląskim
 
 

Kontrkultura

Kontrkultura to – jak większość ludzi instynktownie rozumie – kultura, będąca w sprzeczności z powszechnie panującymi poglądami. To zakwestionowanie kultury we wszystkich jej aspektach. Dokonanie dekonstrukcji na istniejącej kulturze prowadzi do odkrywania nowych, spontanicznych, burzących ład rozwiązań, które potrzebują pewnej formy zorganizowania. Często atak i destrukcja kultury, traktowanej jako narzędzie manipulacji, był jednym z podstawowych celów akcji politycznych.

Konflikt pokoleń nie jest tutaj najistotniejszą przyczyną powstania ruchów kontestujących. Ważniejsze są własne poszukiwania młodych ludzi, którzy od zainteresowania sprawami ogólnymi, poprzez obserwację dochodzą do krytyki tego, co uznają za nieprawidłowe, sztywne, nienaturalne, niszczycielskie. Celem kontestacji jest odsłonięcie mechanizmów współdziałania polityki i kultury, przez co pokazane zostają sprzeczności między uniwersalnymi wartościami. Tym samym należy stworzyć świat, w którym zaistnieją nowe wartości lub stare odzyskają swoje znaczenie. Muzyka, walczący teatr, walcząca poezja (grupy poetyckie) „to przykłady urzeczywistnienia koncepcji sztuki życia”. [1. Aldona Jawłowska „Drogi kontrkultury”, rozdział „Kontrkultura”, str. 206, Warszawa 1974]. W jedną całość zostają połączone: swobodna ekspresja, poszukiwanie nowych form artystycznych, realizacja życia wspólnotowego i kolektywnej twórczości, walki politycznej i propagandy na rzecz ruchu, protest przeciw egzystencji z góry określonej, zamkniętej w schemacie społeczeństwa produkcyjno–konsumpcyjnego.

W chwili obecnej w zasadzie nie mamy już do czynienia z żadnym ze znanych i przytaczanych poniżej działań, zaliczanych do ruchów kontestujących. A mimo to kontrkultura, pozostająca gdzieś na skraju pop–kultury i awangardy ma swoje miejsce i nadal wpływa na obraz codzienności jednostek poszukujących.

Od teatru studenckiego do profesjonalnego

Teatr studencki z końcem lat pięćdziesiątych przeżywał swój rozkwit. Powstawało wiele zespołów na poziomie co najmniej przyzwoitym. Było tak między innymi dlatego, że teatry amatorskie umiały pokazywać, sobie tylko właściwymi środkami, jak wygląda rzeczywistość teatrów zawodowych, w których sprawnością techniczną zakrywa się brak nowych motywów. Powtarzające się stereotypy zachowań i konfliktów międzyludzkich pochodziły – w najlepszym przypadku – w linii prostej ze sztuk Szekspira. [2. Co zaznacza ze zczególnym naciskiem Tadeusz Nyczek w rozdziale „Pełnym Głosem” (w: „Pełnym głosem. Teatr studencki w Polsce 1970-1975”, str. 30, Kraków 1980)]. Teatry studenckie, stanowiąc nowe źródło świeżego spojrzenia na sztukę, przeciwstawiały się strukturom i zasadom panującym, tak w sztuce inscenizacyjnej, jak i dramaturgicznej. Otwartość teatrów amatorskich polegała więc głównie na ich „byciu poza”. Chodziło mianowicie o koncepcję, aprioryczny bunt, swoistą „podziemność” zjawiska. Inspiracją dla teatrów lat siedemdziesiątych była kultura alternatywna oraz efekty doświadczeń społecznych tejże. Teatry te interesowały się przede wszystkim sytuacją bieżącą, społeczno-politycznymi wymiarami ludzkiej egzystencji, były drogą dla ujścia temperamentu ludycznego młodych twórców. Według klasyfikacji, jaką przeprowadza Aldona Jawłowska, ruch teatrów studenckich spełniał funkcję terapeutyczną – „polegającą na tworzeniu możliwości zaspokojenia jakichś potrzeb lub rozładowania napięć psychicznych określonej grupy ludzi”, a także ujawniał i artykułował nowe problemy społeczne. [3. Aldona Jawłowska „Więcej niż teatr”, rozdział „Teatr – Ruch”, str. 128, Warszawa 1987]. Z początkiem lat siedemdziesiątych teatry studenckie zaczęły nabierać coraz bardziej politycznego charakteru. Nowy etap w twórczości studenckiej, zapoczątkowany przez przedstawienie Teatru STU [4. Mowa o spektaklu „Spadanie” zaprezentowanym w Rotterdamie, później na VII Łódzkich Spotkaniach Teatralnych w roku 1970], miał być rachunkiem sumienia młodych ludzi, którzy nie widzieli dla siebie perspektyw. Odkrywał świat młodych ludzi, świat buntu intelektualnego i artystycznego przeciw zastanym schematom – schematom, które straciły swoje znaczenie. W przedstawieniu „Spadanie” pojawiają się słowa: „człowiek współczesny spada we wszystkich kierunkach równocześnie w dół w górę na boki na kształt róży wiatrów” [5. Cytowane za „Rewolta, sen, pożegnanie młodości” Tadeusza Nyczka, (w: „Teatr STU” pod red. E. Chudzińskiego i T. Nyczka, str. 29, Warszawa 1982)]. Słowa te są metaforą, odnoszącą się do wizji, jaką mieli młodzi twórcy na temat współczesnego im świata, jałowego biegu po kole. To, co niegdyś stanowiło wartość i było punktem odniesienia, we współczesnym świecie zostaje unicestwione. Nie ma kryteriów, według których można by wyznaczyć kres, nie można określić dna. Życie jest chaosem, wszystko jest możliwe, ale jednocześnie we wszystkim odnajduje się bezradność. Teatr STU nie chciał być wyłącznie teatrem, stawiał na to by być zarówno teatrem, jak i publicystyką, reportażem, dialogiem krytycznym oraz diagnozą społecznego stanu rzeczy. To sprawiało, iż teatry studenckie wobec przemian stały się kontestacją, działaniami awangardowymi.

W miarę upływu lat, ruch teatrów studenckich powoli zaczął zanikać, a przede wszystkim przestał być odkrywczy. Część zespołów rozpadła się, inne rozpoczęły działalność profesjonalną, a tym samym zerwały z kontrkulturowym charakterem swoich wcześniejszych działań. Przeglądy teatrów amatorskich natomiast, powoli obniżały swój poziom, prezentując grupy powielające w mało oryginalny sposób dobrze znane motywy. „Po pierwszych latach rozgłosu młody teatr lat siedemdziesiątych powrócił znów na peryferie, obrzeża, marginesy.” [6. Tadeusz Nyczek „Pełnym głosem”, wstęp, str. 5, Kraków 1980]. Od lat osiemdziesiątych widać stały spadek formy teatrów studenckich, nie są one już w żadnym stopniu awangardą, awangardą stanowiącą i walczącą.

Happening

W 1981 roku pierwszy raz pojawiła się nazwa „Pomarańczowa Alternatywa” [7. Zanim pojawiła się ekipa „Majora” istniały inne grupy działające na polu happeningu (początek lat 70-tych). Nie poświęcam tutaj miejsca terminowi „surrealizmu socjalistycznego” (soc-surrealizm), który stworzył w grudniu 1974 Grzegorz Józefczuk (cytuję za: Bogusław „Wódz” Sarat „Wszędzie i nigdzie czyli uczestniczyć w świecie”, wstęp do: „Ogród/Ogród2, czekając na podłodze na wszystkie pory życia”, str. 7, Lublin 1993), ani pojęciu Polskiej Nowej Lewicy (które powstało w Galerii EL), ponieważ są to tematy zbyt obszerne. Mam nadzieję, że przy innej okazji będę miała możliwość kwestię podjąć i rozszerzyć.], symbolem organizowanych happeningów były czerwone krasnale malowane na murach. Głównym pomysłodawcą tego ruchu jest Waldemar Frydrych, ps. „Major”. Środkami formalnymi działań „Pomarańczowej Alternatywy” były śmiech, kpina, satyra polityczna, autoironia, szczególnie widoczna w czasie rocznic i uroczystości państwowych. Zabawne hasła malowano na murach i wygłaszano w czasie akcji ulicznych, a także prezentowano w piśmie „Pomarańczowa Alternatywa”, zajmującym się surrealizmem socjalistycznym. Przez dziewięć lat, grupa wielokrotnie dawała o sobie znać, pokazując się w różnych miastach (min. Wrocław, Warszawa, Białystok, Gdańsk). Organizatorami i uczestnikami happeningów była młodzież studencka i członkowie NZS-u, a także sporadycznie członkowie WiF-u i KPN-u, młodzież szkół średnich, zawodowych, a niekiedy i podstawowych. Działalność ruchu pomarańczowych, była zachętą do walki intelektualnej, do oporu stawianego władzy. Mimo iż wiele sformułowań i haseł nie zostało zrozumianych, tak jak zakładali to twórcy [8. 07.02.1989 miał miejsce we Wrocławiu happening polityczny, wyśmiewający ustrój socjalistyczny, gdzie głównym hasłem był: „socjalizm w karnawale – karnawał w socjalizmie”, a mottem zabawy było: „upijamy się w oczach władzy – śledzik błyszczy nam w oczach”. Skutkiem tak sformułowanych haseł było przybycie na imprezę wielu osób nietrzeźwych. Przytaczam za: J.W. Wójcikiem „Od hipisów do satanistów”, str. 67 Kraków 1992], działania pomarańczowych osiągały swój cel. W lutym 1990 roku nastąpił ostatecznie rozłam w grupie. „Major” rozdawał na ulicach dolary, celem obniżenia kursu tej waluty. W efekcie 20. lutego Krzysztof Albin ogłosił, iż  ”Major” zabrał nielegalnie pieniądze, jakie „Pomarańczowa Alternatywa” otrzymała z fundacji amerykańskich na zakup sprzętu dla wzbogacenia form działalności i roztrwonił je rozdając przechodniom. Sam Frydrych twierdzi natomiast, że nie został zrozumiany, a cała sytuacja spowodowana była tym, “że nie wszyscy rozumieli, że Polska w takim wymiarze wchodzi w sferę gospodarki rynkowej” [9. Rozmowa z „Majorem”, z września 1990 przeprowadzona przez Marcina Czerwińskiego (postać fikcyjna publikująca w „Ricie Baum”), według Frydrycha jedynym pomysłem władz na inflację jest ogołocenie obywateli, co ma odniesienie do sytuacji z 1990 roku; RITA BAUM, nr 3, wiosna 2000]. 9. maja 1990 oficjalnie ogłoszono, że „Major” nie jest już członkiem „Pomarańczowej Alternatywy”, a kierownictwo przejęli Albin, Jezierski i Bronowicki. Od tego czasu o ruchu pomarańczowych właściwie słuch zaginął. Happening natomiast, jako forma działalności alternatywnej, powoli przechodzi do historii, zdaniem Jerzego Wojciecha Wójcika – „od 1990 roku zbyt mało jest tematów, które mogłyby stać się przedmiotem surrealistycznej ironii.” [10. J.W. Wójcik „Od hipisów do satanistów”, rozdział „Pomarańczowa Alternatywa – happening i satyra”, str. 69, Kraków 1992]. Od czasu do czasu pojawia się, co prawda jakiś ruch, zwarta działalność sprzeciwiająca się zaistniałym faktom. Jednakowoż są to mało znaczące przypadki, wykorzystujące te same motywy. Po rozłamie  ”Pomarańczowej Alternatywy” nie pojawiła się już żadna grupa kontestująca.

Od pisania do działania i z powrotem.

Literatura – trzy powstania.

Pierwsza fala nonkonformistów w poezji pojawiła się w tzw. pokoleniu  ”współczesności” [po 1956 roku]. Kolejne przebudzenie ma miejsce w latach siedemdziesiątych i kontynuowane jest jeszcze w latach osiemdziesiątych. Wtedy to powstaje wiele grup literackich, które tworzą według pewnych określonych zasad. Odrodzenie, twórczość poetycka przeżywa także obecnie, kiedy w natarciu są publikujące „roczniki siedemdziesiąte” i ruszające do boju „roczniki osiemdziesiąte”. W międzyczasie dało o sobie znać także pokolenie „bruLionu”, będące rodzajem wstępu dla tych, co „po bruLionie”. [11. Nie poświęcam tutaj miejsca także pokoleniu „bruLionu”, ponieważ jest ono uważane raczej za formację prowizoryczną, mgławicową. Skupiało się na najdalej parunastu autorach, którzy stworzyli kontekst, w jakim można umieścić poezję najmłodszych roczników (w oparciu o krytyczne wypowiedzi czytelników i krytyków zawarte w „Kresach”), KRESY, nr 30, luty 1997].

Kiedy pierwsi – pokolenie „współczesności” – przecierali szlaki, pokolenie  zwane „Nową Falą” [12. W niniejszej pracy nie zajmuję się rozpatrywaniem roli poszczególnych pokoleń/ formacji. Dla potrzeb tematu przywołuję tylko i wyłącznie nazwy skrótowo je charakteryzując] lub poetami kontestacji, wprowadzało nowe wartości, jakie chciało widzieć w świecie szybkich przemian. Najmłodsi publikujący autorzy z roczników 70. i 80. – nazywających siebie „pokoleniem NIC” – w zasadzie za obiekt swoich utworów wybierają społeczne „ja” w świecie bez wartości. O dziwo roczniki te są różne pod względem prezentowanych treści. U roczników 70. widać swego rodzaju przerażenie i niechęć do zaistniałych zmian. Bliższy jest im świat baśni i opowieści z czasów dzieciństwa, nawet prezentowanych jako makabreska. Roczniki 80. tymczasem są w zgodzie z konsumpcyjną rzeczywistością. I, o ile poprzednie pokolenia usiłowały w jakiś sposób dokonać przewartościowania, ustanowienia nowych wartości, tak młodzi współcześni pisarze usiłują tylko wyrazić siebie w aksjologicznej pustce.

W pokoleniu „współczesności” nagle znacząco wzrosła ilość poetów, byli niemalże wszędzie. P. Kuncewicz przytaczany przez Jacka Ladoruckiego w artykule na temat popularności poezji, zachwyca się tą wielością twórców, na koniec jednak z rozrzewnieniem powątpiewa, czy taka epoka mogłaby się jeszcze kiedykolwiek powtórzyć. Obecnie widać wyraźnie, że  ”epoki” takie powtarzają się co parę lat. Ladorucki sprowadza tę powtarzalność do zainteresowania młodych ludzi możliwością wyrażenia siebie poprzez pisanie wierszy, czyli spopularyzowanie siebie w nadrzędnej roli. Z drugiej jednak strony pojawia się twierdzenie, iż dopiero po 1989 roku przestał obowiązywać Polaków romantyczny paradygmat myślenia.

W latach 60-80 pojawiało się wiele grup literackich, które oferowały powrót sztuki do życia, jako swoje założenie programowe. Wcześniejsza „współczesność” uprawiała swoisty eskapizm, usiłując uczestniczyć w jakimś sensie w kulturze europejskiej. „Nowa Fala” w sposób naturalistyczny postrzegała świat i poprzez turpizm, brak złudzeń i maskujących opowiadań starała się odbudować świat. Od „poezji idei” przeszliśmy więc do „poezji faktów”. Polemiści „nowofalowców” stawiali im zarzut rezygnacji z pięknego języka literackiego, na rzecz banalizacji. Bożena Tokarz, autorka „Poetyki Nowej Fali” pisze: chcieć mówić językiem realizmu to jeszcze nic nie znaczy. Ten język trzeba odnaleźć dla siebie, własny, niepowtarzalny. Jeśli okaże się podobny do innego języka, to znaczy, że jesteśmy w matni banału. Poeci kontestacji poszukiwali drogi. Poszukiwali jej w wielu wątkach i motywach, zawsze sięgając do korzeni i do zastanej rzeczywistości, po to by zdekonstruować świat i na nowo powołać do istnienia. „Byliśmy bowiem pokoleniem, które rejestrowało bacznie otaczającą nas rzeczywistość we wszelkich jej przejawach. Dopiero na tym tle obserwowaliśmy zmiany w sobie samych. (…) Po rejestracji faktów następowała (…) ich ocena.” [13. Lech „Lele” Przychodzki „Obca wyspa” artykuł odnosi się do książki Bożeny Tokarz „Poetyka Nowej Fali” i został zamieszczony w trzech odsłonach w „Ulicy Wszystkich świętych”, ULICA WSZYSTKICH śWIĘTYCH, nr 9/10/11, 2000].

Czy najmłodsze pokolenie rejestruje i ocenia? Czy też opisuje poprzez baśń i swoje „ja”? Myślę, że nie będzie zbytnim uogólnieniem zastosowanie tutaj cytatu: wolimy się określać jako trupa poetycka NA DZIKO, gdyż nie mamy żadnego programu. Łączy nas wspólny cel – chcemy zaistnieć (…) [14. „Młody śląsk poetycki. Roczniki 70.” Paweł Lekszycki (cytat K. Chałupka), MEGALOPOLIS nr 1(2), 2001]. Z takiego założenia wychodzi większość współczesnych autorów. Paweł Lekszycki uważa, iż w poezji młodych autorów mimo nieodpartego wrażenia, że mamy do czynienia z autobiografią, poezja ta jest ponad świadectwem życia społecznego i funkcjonowania w niej poszczególnych jednostek. Grzegorz Jankowicz natomiast twierdzi, że „autorzy urodzeni w latach siedemdziesiątych wybrali (lub zostali skazani na) literacką odrębność i dlatego powinni być postrzegani przez pryzmat osobowości.” [15. „Roczniki siedemdziesiąte? (czyli najmłodsza poezja polska)”, Grzegorz Jankowicz, Ha!art, nr 2-3 (4-5), 2000]. Dla Wojciecha Kajtocha: jest to pokolenie, do tego stopnia inne, że z punktu widzenia swoich poprzedników „pisze o niczym” lub „o czymś całkiem innym” [16. „Obok bruLionu – tematy i prądy najmłodszej prozy polskiej” Wojciech Kajtoch, DYKCJA nr 7-8, 1997]. Natomiast Karol Maliszewski pisze: gdyby więc pojawiły się w tym pokoleniu poetyki sformułowane, gdyby tuż obok nowych wierszy pojawiło się tak ulubione przez badaczy programowe tło w postaci szeregu błyskotliwych i emfatyczntch zdań, coś na temat „o co walczymy i po co”, to wówczas nową normę doceniono by i skodyfikowano odpowiednio wcześniej [17. „Coś się skończyło… czyli w kręgu zaklęć krakowskich” Karol Maliszewski (w: „TEKSTYLIA o rocznikach siedemdziesiątych”, str. 523, Kraków 2002)]. Faktem jest więc brak konkretnych programów, mniej lub bardziej pozorna autobiograficzność tekstów i przymus postrzegania utworu poprzez osobowość autora. Częste jest także występowanie utworów, za pomocą których autor chce oddziaływać na czytelnika poprzez wywołanie u niego szoku. Nie ma jednak oznak poezji kontestującej, chociażby „na nowo kontestującej”. Widać tutaj wyraźnie pewną zgodność z twierdzeniem Ladoruckiego o zmianie paradygmatu myślenia. Skoro przestaliśmy być  ”romantykami”, nie ma w nas rozproszenia na poszczególnych ludzi i światy, poeta idzie sam i liczy się wyłącznie ze sobą.

“Ruch” podziemny

W latach osiemdziesiątych zaistniało nowe pole do działań. Młodzi ludzie korzystając ze wzorców zachodnich, zaczęli tworzyć pisma, tzw. fanziny i art-ziny. Przez około dwadzieścia lat powstało wiele periodyków, które w pewien sposób były i nadal są, co ważne, działaniem kontrkulturowym.

Kontrkultura ma to do siebie, że w pewnym stopniu jest politycznie i społecznie zaangażowana. Patrząc na współczesne działania młodych można mieć wątpliwości, czy jest to nadal awangarda, działanie kontrkulturowe, czy też nie. Pojawia się tutaj rozdarcie pomiędzy komercjalizacją, a kontrkulturą. Z jednej strony istnieją ludzie, wg których kontrkultura stała się popularna, tym samym jest więc już komercją. Zdaniem tego typu krytyków, nastała moda na awangardę, awangarda nie jest więc już tym czym była. Nie chodzi już o to by tworzyć i działać, ale o to by zaistnieć. By w pewnym momencie wyjść z tej „studenckości” i stać się profesjonalistą, ale nie takim, który nadal trzyma fason i działa w imieniu swojej sztuki, tylko takim, dla którego ważne jest to by się sprzedać. Z drugiej strony mamy jednak – mimo wszystko – walkę twórców III-obiegowych z komercją. Poszukiwania czegoś, co będzie nowe, co mogłoby być wyrażeniem samego siebie. Czasami z zawiści, że innym się powiodło i przeszli do pism profesjonalnych, czasami jednak z czystej wierności własnym przekonaniom, powstają teksty krytyczne. „Ci, co się dali kupić – w oczach rówieśników zatracili jakby prawo do niezależnego formułowania poglądów.” [18. Marek Jędrzejewski „Młodzież a subkultury”, str. 222, Warszawa 1999]. I właśnie w krytyce można doszukiwać się syndromów walki, buntu przeciwko rzeczywistości, w której nie istnieje sprawiedliwość i nie zna nikt słowa „godność”.

Mówiąc o kontrkulturze w niezależnej prasie mam na myśli twórczość alternatywną, nonkonformistyczną, działającą przeciwko i mimo istnieniu cenzury. [19. W II-giej połowie lat 80-tych istniały oprócz „Pomarańczowej Alternatywy” jeszcze co najmniej trzy ekipy kontestujące: trójmiejska FORMACJA TRANZYTORYJNA „TOT-ART”, łódzka GALERIA DZIAŁAN MANIAKALNYCH i I-sza ekipa DOUBLE TRAVEL. Wydawały one swoje pisma – ziny: „Higiena” (TOT-ART); „Przegięcie Pały” (GDM); „Ulica Wszystkich Swiętych” (Double Travel). Istniały także kontestujące galerie: „Galeria EL”, „Akumulatory 2”, Galeria „po”, Galeria „Labirynt”, większość z nich tworzyła także swoje ziny (tu: „Notatnik Robotnika Sztuki” w latach 70. i „Galeria EL” w latach 80.). Dodam jeszcze, że w tym roku mija 25 lat ukazywania się najstarszego nadal wychodzącego zine’a – „NIErząd”, który jest częścią działań Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego]. Działalność ta w Polsce w latach 80. i na początku lat 90. reprezentowana była dość licznie przez kilka środowisk. Istniało kilka ośrodków, w których „wolna” myśl rozwijała się i dawała owoce w postaci pisemek kserograficznych. Słabo powielone, często z mało wyraźnymi fotografiami, tworzone metodą kolażu pisma, mimo słabej promocji bardzo dobrze rozchodziły się w kręgach podziemia. Były alternatywą dla prasy oficjalnej, tak muzycznej jak i poetyckiej. To z podziemia wyrosły min. „Lampa i Iskra Boża” czy „Spotkania”. I mimo średniej jakości i często stosowanej estetyki śmietnika, pisma te znajdowały z łatwością swoich wiernych odbiorców. Z czasem odbiorcy wciągali się także w tworzenie dla danych periodyków. W pewnej chwili było wyraźnie widać zmianę ekipy działającej, twórcy z początków polskiego undergroundu zaczynali „wychodzić na wierzch” lub jak niektórzy mówili – wreszcie dorastali. Wówczas pojawiła się „druga fala”. Przy składaniu pism pojawiał się już komputer, tekst nie był słabo widocznym maszynopisem, obróbka komputerowa i lepsze maszyny kserograficzne dały o wiele lepszy efekt, niż to miało miejsce w latach 80. Ale i tu młodzi zaczęli „dorastać”, notabene niezwykle szybko, przez co pod koniec lat 90. nastąpił spadek ilościowy zinów. Bartosz Głowacki ustala ten etap na mniej więcej połowę lat 90., uzasadnia tę przemianę natomiast faktem „sprzedaży” alternatywy. „Mniej więcej w połowie lat 90. sprzedano i zabrano samoświadomość, styl, idee i zamieniono je w komercyjną papkę. Kolejne młodzieżowe subkultury (punk, hip-hop, rave, grunge) i idee (feminizm, wielokulturowość, ekologia) zamieniono na wizytówki późnego kapitalizmu.” [20. „Alternatywa na sprzedaż” Bartosz Głowacki, OBYWATEL nr 2(6), 2002]. Moda na bycie alternatywnym, niezależnym, niepowtarzalnym weszła na salony, jako pamiątka z czasów młodości i świadomość przynależności do czegoś, co wiąże się z jakimiś wartościami – nie ważne w tym przypadku, że dla większości ludzi „alternatywnych” wartości zhierarchizowane na nowo przez działaczy kontrkultury są bardziej niż odległe. Ważne natomiast staje się to, żeby być „cool”. Pojawia się jeszcze jeden problem, mianowicie pismo poświęcone kulturze i sztuce w tradycyjnym dla siebie ujęciu w świecie „nowych mediów”, staje się okaleczonym medium, które może przekazać tylko część „prawdziwego” oblicza sztuki.

W takim momencie można by mówić o zgonie kultury pism podziemnych… z tym, że one nadal są. Jest ich mniej, bo i zainteresowanie jest mniejsze, część wydawana jest profesjonalnie – głównie pisma o tematyce polityczno-społecznej takie jak “Obywatel”, “Inny Świat”, “Nigdy Więcej” oraz pisma muzyczne nurtu metalowego: “Wolfpack”, “Morbid Noizz” i alternatywnego: “Antena Krzyku” – przez co ich nakład jest większy, a tym samym mniej miejsca pozostaje dla pism, które nie są oficjalnie sprzedawane. Co prawda niektórzy narzekają na poziom wydawanych zinów, tak estetyczny, jak i merytoryczny [21. Jany Waluszko w tekście o prasie niezależnej pisze: „rynek wyraźnie sprzyja profesjonalistom a nie amatorom, choć nadal wierzę w możliwość powszechnego amatorstwa w miejsce elitarnego profesjonalizmu. (…) Co do formy, to nie da się ukryć, iż jej po prostu nie ma, przynajmniej w sensie bycia samoistnym środkiem przekazu. Dawne ziny były żywe, szokowały, bawiły, czasem nawet coś odkrywały lub tworzyły – dziś są nudne i schematyczne, co dziwi o tyle, iż ich wydawcy często mają dobry sprzęt komputerowy, a jednocześnie nie umieją zeń korzystać. (…) Jeżeli idzie o treść, to jej słabość wynika z faktu, iż pisze się z reguły do wewnątrz. Ci, co chcieli dotrzeć do innych, z reguły zwątpili, albo poszli w system by zyskać większe możliwości.” INNY SWIAT, wiosna 2001], a jeszcze inni na ich ewidentną anachroniczność [22. Artur Borkowski w „Krótkim tekście o zinach” mówi o ulepszeniu działania podziemnej prasy i wyznacza jej dwa zadania: dostarczanie rozrywki i informowanie. Pierwsze jest, w zależności od tytułu w mniejszym lub większym stopniu spełniane. Drugie natomiast nie pojawia się prawie wcale. „informacja. Właściwie większość zinów czegoś takiego nie praktykuje, bowiem ciężko uznać za informację ogłoszenie o koncercie, który ma się odbyć w maju 2001r., ukazujące się w zinie z 2002r. (specyficzne poczucie humoru?). Podobnie z powszechnie zamieszczanymi recenzjami z koncertów. Wszystkie identyczne.” INNY SWIAT, wiosna 2001]. Jednak nadal istnieje kultura nonkonformizmu podziemnego. Może dlatego, że oficjalna prasa młodzieżowa upada (chociażby “Brum”, “Plastik”, “Machina”), a prasa codzienna staje się coraz mniej wiarygodna, a może po prostu potrzeba twórczego kreowania wartości chociażby i dla samego siebie, drzemie w każdym z nas? Często autorzy pism niekomercyjnych i nieoficjalnych sięgają po trudne tematy, czego np. nie widać już u dziennikarzy lokalnej prasy. Nawet krytyka kulturalnych wydarzeń pojawiająca się w prasie oficjalnej, jest naciągana, nieautentyczna, widać dobitnie, że autor ani nie miał pojęcia, o czym pisał, ani nie miał ochoty o tym pisać. W takiej sytuacji jako przeciwwaga do martwoty gazet i magazynów, wychodzą nadal pisma, gdzie jadem ociekają recenzje, wstępy, listy od czytelników itp. Jest to swoiste przejaskrawienie, ale najwyraźniej potrzebne tej pozostającej na drogach kontrkultury “młodzieży”[23. Słowo „młodzież” biorę w cudzysłów, ponieważ jest ono bardzo względne patrząc na wiek osób działających nadal w podziemiu edytorskim; waha się w granicach od lat 14 do 65…].

Rozdarcie między wartościami i ich brakiem.

Z czym walczy najmłodsze pokolenie tych, co zaistnieli? Marek Jędrzejewski uważa, że młode pokolenie twórców “akceptując – mniej czy więcej – ustrój kapitalistyczny” usiłuje zapełnić swoją pustkę ideową, rozterki moralne, zlikwidować tak zwany relatywizm etyczny. Pragnie żyć w państwie w pełni demokratycznym, państwie prawa, nie zaś w państwie bezprawia, opieszałości sądowniczej, korupcji, zorganizowanej przestępczości, co stanowi dla niego – nową formę barbarzyństwa, bandytyzmu ekonomicznego i politycznego. Nie akceptują oni (twórcy) bowiem aksjologicznej próżni, braku autorytetów moralnych. To, co ich łączy to niechęć do występowania pod sztandarami jakichkolwiek haseł, uczestnictwa w strajkach, chaosie organizowanym przez partie walczące o władzę polityczną nawet kosztem paraliżu gospodarczego. Nie istnieje w dążeniach młodego pokolenia chęć przeobrażenia świata siłą w swoje marzenie. To raczej walka o bezpieczeństwo. Poglądy prezentowane w zinach społeczno-politycznych są, co prawda głęboko radykalne, ze skłonnościami destrukcyjnymi, jednakowoż nie ma tutaj potrzeby dekonstruowania istniejącego świata, wymazywania go. Pokolenie obecnie budzące się do istnienia medialnego, walczy o marzenia swoich rodziców – z czego sami nie zdają sobie sprawy. Walczą apolitycznie. Nawet młodzieżowe ugrupowanie politykujące, dalekie są od twórczości stricte politycznej. Swoje poglądy – nihilizujące, radykalne, a nawet anarchistyczne zarazem – przedstawiają w artykułach krytycznych. Nie wyrażają siebie w poezji romantycznej. Wyrażanie siebie pozostawiają na drodze  emocji, instynktu, bycia “prymitywem”.

Kontestacja jako walka ze sobą o siebie.

Chodzi o to by być wiernym sobie, a nie hasłom. Jest to, co prawda przewrotne twierdzenie, bo w końcu, każdy młody człowiek rozwija się i przeobraża swoje poglądy i siebie. W którymś momencie przestaje więc być twórcą kontrkultury, przestaje walczyć o wyrażanie prawdy swojego “ja” – walczy wyłącznie o byt. Widać to bardzo dobrze właśnie na przykładzie działań podziemnych pism niskonakładowych. Większość ich twórców wycofuje się z undergroundu po wydaniu trzech – czterech numerów. Zakładają rodziny i – jak sami mówią – “dorastają”. Wynikać z tego powinno, że trzeci obieg, a tym samym każda kontrkulturowa działalność niszowa, jest tylko dla młodych, dla tych, co nie dojrzeli…  Mogłoby to tłumaczyć zanikanie z czasem pewnych awangard artystycznych, z drugiej jednak strony – jak długo awangarda może zostać niepoznana i budzić sobą zainteresowanie? Chyba wszystko kiedyś zostaje wchłonięte przez populistyczną kulturę istniejącą oficjalnie. Wszystko ulega swoistej infantylizacji, co Daniel Bell upatruje jako efekt podwójnego charakteru współczesnej kultury, z jej lękiem przed śmiercią i kultem młodości z drugiej strony. Pozostaje zadać pytanie: czy mieliśmy kiedykolwiek do czynienia z prawdziwą kontrkulturą?

Moim zdaniem, kontrkultura jest wewnętrzną potrzebą jednostek poszukujących, które nigdy nie ustają w poszukiwaniu drogi. Dotyczy to ludzi, dla których nie jest ważny poklask, chęć zaistnienia sama w sobie, ale swoista, być może złudna, możliwość wpływania na bieg myśli i kultury.

Bibliografia:
I. Pozycje książkowe:
  • Aldona Jawłowska – Drogi kontrkultury, Warszawa 1974;
  • Aldona Jawłowska – Więcej niż teatr, Warszawa 1987;
  • Tadeusz Nyczek – Pełnym Głosem. Teatr studencki w Polsce 1970-1975, Kraków 1980;
  • Edward Chudziński, Tadeusz Nyczek – Teatr STU: analizy, interpretacje, konteksty, świadectwa odbioru, autobiografia, autokomentarze, dokumentacja, ikonografia, Warszawa 1982;
  • Bożena Tokarz – Poetyka Nowej Fali, Katowice 1990;
  • Wojciech Kajtoch – Świat Prasy alternatywnej w zwierciadle jej słownictwa, Kraków 1999;
  • Piotr Marecki, Igor Stokfiszewski, Michał Witkowski – Tekstylia, o “rocznikach siedemdziesiątych”, Kraków 2002;
  • Jerzy Leszin-Koperski, Andrzej K. Waśkiewicz – Studenckie grupy i kluby poetyckie. Wiersze*Manifesty*Samookreślenia, Warszawa 1979
 
II. Artykuły (będące fragmentami książek):
  • Marek Jędrzejewski – Fanziny i art-ziny [w:] Młodzież a subkultury, Warszawa 1999, tegoż;
  • Jerzy Wojciech Wójcik – Pomarańczowa Alternatywa – happening i satyra [w:] Od hipisów do satanistów,  Kraków 1992, tegoż;
  • Jacek Ladorucki – Popularność w twórczości poetyckiej [w:] Literatura i kultura popularna, pod red. Tadeusza Żabskiego, zeszyt 10, Wrocław 2002;
  • Wojciech Kajtoch – Młodzież edukuje się sama albo o antyestetyce muzyki w czasopismach subkultury “metalowców” [w:] Media a edukacja, UAM w Poznaniu, Zakład Technologii Kształcenia; albo http://republika.pl/wkajt
  • Bogusław “Wódz” Sarat – Wszędzie i nigdzie czyli uczestniczyć w świecie, wstęp do: Ogród/Ogród2, czekając na podłodze na wszystkie pory życia, Lublin 1993
III. Artykuły (zamieszczone w czasopismach):
  • Marek Garztecki – Ale to były jaja! [w:] Magazyn Rzeczpospolitej 19.04.2002;
  • Wojciech Kajtoch – Obok “bruLionu” – tematy i prądy najmłodszej prozy polskiej  [w:] Dykcja. Pismo Literacko-Artystyczne 1997, nr 7-8, s. 80-97 (przedruk w Proza, proza, proza… (opowiadania, fragmenty, eseje, notatki), tom 4, Kraków 1998, s. 316-336);
  • Jany Waluszko – Prasa niezależna dawniej i dziś [w:] Inny Świat wiosna 2001;
  • Artur Borkowski – Krótki tekst o zinach [w:] Inny Świat wiosna 2001;
  • Lech “Lele” Przychodzki – Przyjdzie walec i wyrówna… [w:] Inny Świat wiosna 2001;
  • Edward “Lu” Soroka – Czy zdążymy przed końcem świata? [w:] Inny Świat wiosna 2001;
  • Bartosz Głowacki – Alternatywa na sprzedaż [w:] Obywatel  2002,  nr 2(6);
  • Lech “Lele” Przychodzki – Obca wyspa [w:] Ulica Wszystkich Świętych – miesięcznik mail artu 2000, nr 9/10/11;
  • Piotr Kozłowski – Czasopismo w rzeczywistości “nowych mediów” nowy porządek [w:] Megalopolis. Magazym Kulturalnego Zderzenia, 2002, nr 2-3(3-4);
  • Paweł Lekszycki – Młody Śląsk poetycki. Roczniki 70. [w:] Megalopolis 2001, nr 1 (2);
  • Grzegorz Jankowicz – Roczniki siedemdziesiąte? [w:] Ha!art magazyn kulturalno – artystyczny 2000, nr 2-3 (4-5);
  • Co się dzieje “po bruLionie”? opr. red. Kresów [strony 121-150, nr 30, 2/1997];
  • “Zamiast tradycja mówić nostalgia” – rozmowa z prof. Andrzejem Turowskim [w:] Pro Arte – Pismo Kulturalno – Literackie 2002, nr 16;
  • “Kampania Majora, czyli realizm kapitalistyczny” – rozmowa z szefem pomarańczowej Alternatywy, Waldemarem Frydrychem – “Majorem” [w:] Rita Baum wiosna 2000, nr 3;
  • Damian Leszczyński “Daniel Bell o kulturze i ideologii w epoce postindustrialnej” [w:] Odra, nr 5, maj 2002;
  • Tadeusz Kornaś “Alternatywa jest wszystkim” [w:] Didaskalia, nr 41, luty 2001
IV. Leksykony:
  • Ewa Głębicka –  Grupy literackie w Polsce 1945 – 1980,Warszawa 1993
     
     
 
© LangeL. All Rights Reserved.

Komentarze są wyłączone.